Skip to content

Kotlina Kłodzka i Rychlebske Stezki

Posted on: 27 lipca 2014  at  19:30
Reading Time: 6 min czytania
Feature Image for  Kotlina Kłodzka i Rychlebske Stezki

Plan na długi majowy weekend w górach powstał dość spontanicznie. Zazwyczaj spędzałem je w wielkopolskim fyrclu, ale tym w razem było inaczej. Z gnieźnieńską kipą  z BS ↗ pojechaliśmy na południe kraju, w region Kotliny Kłodzkiej i Góry Złote. To był prawdziwy debiut w tej części Polski.

Geneza

Pierwotnie myślałem o Kaszubach, które miałem okazję liznąć w trakcje nadmorskich wakacji na rowerze, ale nie chciałem jechać sam. Tym bardziej że jeszcze wcześniej zgadałem się z Wiktorem ↗ na wspólne rowerowanie.  Tak więc dogadałem się z Marcinem ↗ i od słowa do słowa zdecydowaliśmy się na Kotlinę Kłodzką ↗. Decyzja niby spontaniczna ale  trzeba było podjąć decyzję wcześniej ze względu na duże zainteresowanie noclegami w tym regionie.

Transport

Z dojazdem mieliśmy ograniczone możliwości, nie każdy dysponował autem, dlatego postawiliśmy na polskich przewoźników kolejowych. Poza kilkoma szczegółami, nie możemy narzekać na transport i połączenia, bo mieliśmy dość rewelacyjnie jak na polskie warunki. W przeciągu kilku godzin byliśmy na miejscu bez większych problemów.

↗

Tak należy rozumieć info o ograniczeniu w transporecie rowerów

Niestety mentalność polskich konduktorów to największy problem polskich kolei. Pasażerów też. Mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze co to znaczy “ograniczenie w przewozie rowerów”.  Gdy chcieliśmy zapakować się do ostatniego wagonu i gdyby nie studenci, to byłoby świetnie. Poszliśmy do wspomnianej obsługi konduktorskiej z prośbą o reakcję. Jedna kazała iść na koniec, druga burknęła, że przedział służbowy nie jest dla nas, a trzeci okazał łaskę i zezwolił na zapakowanie rowerów w drugim wagonie.

POwró ↗

Powrót do POznania przebiegał w takich warunkach. Wszyscy mieli wykupione bilety, więc mieli prawo do … właśćiwie nie wiem jak to ująć

Nie lepiej było z powrotnym ale trzeba sobie radzić, prawda?

Nocleg

Zatrzymaliśmy się w agroturystyce “Dziupla u Kazka ↗” nieopodal Kamieńca Ząbkowickiego ↗, gdzie zostaliśmy przyjęci bardzo ciepło.

Za dobę płaciliśmy 30zł / osoba co jest bardzo dobrą ceną, gdyż w zamian dostaliśmy kuchnię, łazienkę, warsztat do dyspozycji, a i na ogrzewaniu gospodarz nie oszczędzał - było wręcz gorąco.

Wyżywienie

Trzeba pamiętać, że długi weekend majowy to także święta państwowe i z tej okazji wszelakie markety, duże sieciówki itp są pozamykane na cztery spusty. Zatem trzeba było zrobić duże zakupy na 4 dni i w tym pomogła nam Biedronka w Kamieniu Ząbkowickim.

Jak dobrze, że Biedronka jest tak blisko nas ↗ ;-)

Ubiór

Pogoda na przełomie kwietnia i maja jest jedną wielką niewiadomą, dlatego było ciężko przewidzieć jak się ubrać. Z jednej strony należało spodziewać się upalnych temperatur i grzejącego słońca, a z drugiej strony pory deszczowej ze śniegiem na czele.

Dlatego warto przygotować się na każdy wariant, ubierając na tzw. cebulkę. Czyli choćby nogawki, rękawki, chusty buff na okrycie głowy czy szyi, z kurtką przeciwdeszczową włącznie.

 Góry Bardzkie

Okazało się, ze mamy piękną pogodę, dlatego zaraz po rozpakowaniu i małym obiadku wyjechaliśmy na pierwszą wycieczkę - w Góry Bardzkie ↗. Pierwszą, która uświadomiła nam z czym będziemy się zmagać w trakcie majówki 2014, ale żeby było oczywiste: nie wymiękałem. Z największych atrakcji na tym etapie to zobaczenie panoramy Barda Śląskiego ↗ z obrywu skalnego w przepięknym popołudniowym słońcu i Srebrnej Przełęczy ↗ tuż przed zachodem słońca oraz długi zjazd z przejazdem przez Srebrną Górę ↗. Na oddzielną uwagę zasługuje kilka szczytów, w tym Wilczaka ↗ (637m npm).

Dokładniejszy opis pierwszego dnia znajdziecie na moim bikelogu ↗.

Gory Bardzkie - Panorama Bardzka ↗

Gory Bardzkie - Panorama Bardzka

Gory Bardzkie - Punkt widokowy na obrywie skalnym ↗

Gory Bardzkie - z ekipą na punkcie widokowym, ulokowanym na obrywie skalnym

Gory Bardzkie - w trakcie pokonywania przeszkody ↗

Gory Bardzkie - w trakcie pokonywania przeszkody

Gory Bardzkie - Srebna Przełecz ↗

Gory Bardzkie - Srebna Przełecz

Rychlebské stezky

Rychlebskie Sciezki - piękny czeski asfalt ↗

Rychlebskie Sciezki - piękny czeski asfalt

Celem nr 2 było zwiedzanie znanych i lubianych Rychlebskich Ścieżek, ↗  które były dla mnie wielkim wyzwaniem. Wielkim ponieważ dotychczas nie miałem okazji sprawdzać mojego 29era w górskich, nieco bardziej ekstremalnych warunkach ( z bagażnikiem ;-) )I to było moje pierwsze zetknięcie z czeską ziemią. Do Czech dojechaliśmy od strony Paczkowa, a granicę polską czeską przekraczamy w Dziewiętlicach i dalej przejeżdżamy przez Bernatrice.

Rychlebskie Sciezki - Polsko-Czeska Granica ↗

Rychlebskie Sciezki - Polsko-Czeska Granica

W ciągu paru minut Czechy zauroczyły mnie świetną nawierzchnią, idealną pod szosówki a zarazem przeraziły mnie miejscową ludnością (romska społeczność). Będąc w czeskim lesie popełniłem błąd, polegający na nie sprawdzeniu mapy w Garminie pod kątem leśnych dróg, w efekcie kilka razy stajemy i szukamy właściwego dojazdu do Cernej Vody. Nie tylko my ;).

Rychlebskie Sciezki - w drodze do celu ↗

Rychlebskie Sciezki - w drodze do celu

Rychlebskie Sciezki - standardrowa droga ↗

Rychlebskie Sciezki - standardrowa droga

Rychlebskie Sciezki - odpoczynek po rundce ↗

Rychlebskie Sciezki - odpoczynek po rundce przy piwku

A Rychlebskie Ścieżki? Świetnie przygotowane ścieżki pod fulle i xc (mtb 29 tez daje rade), które powstały na bazie starych myśliwskich tras. Podoba mi się idea, jaka towarzyszyła twórcom i ochotnikom i polegała ona nie na pokonywaniu jak najdłuższych tras z A do B a na pokonaniu różnych przeszkód, na czerpaniu przyjemności z samej technicznej jazdy.

Rychlebskie Sciezki - powrót do kwatery ↗

Rychlebskie Sciezki - powrót do kwatery

Opis drugiego dnia możecie przeczytać w kolejnym wpisie bikelogu ↗

Borówkowa Góra

Kolejny dzień zmagań z górami przebiegał w całkiem innych, chłodniejszych i wilgotnych warunkach. niestety pogoda w górach rządzi się swoimi prawami i trzeba się do nich dostosować, więc na pewno trzeba było zabrać nieco cieplejsze rzeczy na wypadek sporego ochłodzenia.

Na trasie do Lądka Zdroju. Wiktor na pierwszym planie ↗

Na trasie do Lądka Zdroju. Wiktor na pierwszym planie

Borowkowa Gora - Panorama ↗

Ot taka tam panorama

Ale po kilku kilometrach, niemal godzinnej jazdy pod górkę rozgrzaliśmy się na maksa  - wjechaliśmy w teren Śnieżnickiego Parku Krajobrazowego ↗, szkoda tylko że przez mgłę i rosnące drzewa nie mieliśmy okazji zobaczyć pokonywanych serpentyn. Co można powiedzieć o Lądku Zdroju, któremu poświęciliśmy sporo czasu? To, że jest typowo miastem uzdrowiskowym, podzielonym na dwie części,  z czego najbardziej interesującym była ta część uzdrowiskowa. Niczym szczególnym nie wyróżnił się moim zdaniem.

Borowkowa Gora - jeszcze troche do celu ↗

Borowkowa Gora - jeszcze troche do celu

Borowkowa Gora - Pamiatkowa fotka z zamgloneg góry ↗

Borowkowa Gora - Pamiatkowa fotka z zamgloneg góry

Na Borówkową Górę ↗ dotarliśmy przez Lutynię, najpierw asfaltem A potem utwardzoną droga, by u stóp szczytu pokonać pieszo szlak usłany kamieniami i korzeniami. Podjazdy miały swoisty mikroklimat, bowiem mieliśmy okazję zaobserwować zmieniająca się z minuty na minutę aurę, z zamglonego Lądka wjeżdżamy w jeszcze bardziej zamgloną Lutynię, by przez chwile cieszyć się słońcem - mieliśmy wrażenie że byliśmy w chmurach. Ostatecznie na Borówkowej zmarzliśmy i żałowaliśmy, że nie widzimy ponoć przepięknej scenerii.

Sama góra ma historyczne znaczenie dla opozycji politycznej zarówno Czech i Polski z czasów ZSRR - to tutaj były tajne spotkania przedstawicieli ugrupowań z obu krajów. Do niedawna istniały tutaj przejścia graniczne, gdzie kontrolowano turystów. Dziś jest tam wieża widokowa, punkt gastronomiczny i ławki do dyspozycji gości. Najlepsze było przed nami: długi zjazd do granicy polsko - czeskiej. Miejscami było bardzo ostro, prędkość była zawrotna.3

Borowkowa Gora - odpoczynek po megafajnym zjezdzie ↗

Podsumowanie

W górskich warunkach zrobiliśmy ponad 300km, choć mieliśmy apetyt na więcej. Niestety trzeba liczyć się z pogodą, na którą narzekać nie mamy prawa - pierwsze 2 dni były wręcz upalne, złapałem pierwszą kolarską opaleniznę. To było pierwsze zetknięcie z górami w tej części Polski, pierwsze także na rowerze ale nie ostatnie, bo z pewnością kiedyś tam wrócę na nieco dłużej. Górski epizod wiele mnie nauczył, uwidocznił moje słabe strony, nad którymi musze popracować, zwłaszcza nad wytrzymałością i oddechem, a także wzmocnić swojego 29era.

 Mapa



Możesz napisać do mnie e-mail lub wyszukać mnie na Mastodonie.